domino25
Wiek: 26 Dołączyła: 16 Lut 2010 czyli 826 dni temu Posty: 120 Tematy: 1 Otrzymał 2 piw(a) Skąd: ......
Wysłany: 2010-03-13, 17:40
Nie zaśmiecałam :)A tak poważnie to naprawdę duży problem sama byłam świadkiem(wtedy co z chrześniakiem kilka godzin spędziłam nad M O) jak pewna kobieta zwróciła uwagę innej żeby monet nie wrzucała bo tam rybki żyją a ta na to zdziwiona że nie możliwe.Dla tych którzy nie wiedzą dodałam dwa zdjęcia do albumu zobaczcie jakie te rybki są piękne:)
obawiam się, że ludzie nie zmienią swojego zachowania wobec Morskiego Oka, większość ludzi to bezmyślne stworzenia, które mają totalnie gdzieś to, że w Morskim Oku żyją różne zwierzątka i że moneta czy butelka po napoju czy cokolwiek innego wrzuconego do wody może zagrażać tym wodnym żyjątkom w wielu przypadkach (nie mówię, że w każdym) można powiedzieć że turysta=bezmyślny cham, którego rozum jest na wakacjach w zupełnie innym miejscu niż ciało
jack71
Wiek: 41 Dołączył: 07 Mar 2010 czyli 808 dni temu Posty: 152 Tematy: 0 Otrzymał 1 piw(a) Skąd: Zakopane
Wysłany: 2010-03-15, 18:55
Ale niestety sprawa śmieci nie dotyczy tylko jezior górskich,Szlaki są pełne woreczków,puszek i plastikowych butelek zostawionych przez bęcwałów lub innych pseudoturystów.Może ktoś mi wytłumaczy,dlaczego jakiś pajac niesie ponad dwukilogramową butle z napojem kilka kilometrów pod górę,a gdy po wypiciu waży tylko kilka deko,to już jest za ciężka,żeby ją znieść i wyrzucić do kosza!??
Dołączył: 12 Mar 2010 czyli 803 dni temu Posty: 333 Tematy: 51 Piwa: 14/60
Wysłany: 2010-03-15, 19:03
a wiesz , ze jest tzw święto sprzątania świata..?
16 września - Międzynarodowy Dzień Sprzątania Świata
wtedy szkoły, przedszkola dostaja werwy i posłusznie przez kilka godzin zbieraja śmieci z nad brzegów. i wszystko byto by super tylko.... te worki potem leża kolejny tydzien pod mostem czekając miłosierdzia ze strony firmy sprzątającej, bezdomni rozbabrają w poszukiwaniu puszek i innego złomu i takie rozwalone worki to dopiero horror.
i powiedzcie gdzie tu wychowawcza rola państwa..?
jack71
Wiek: 41 Dołączył: 07 Mar 2010 czyli 808 dni temu Posty: 152 Tematy: 0 Otrzymał 1 piw(a) Skąd: Zakopane
Wysłany: 2010-03-16, 09:36
Poszept,to hasło z poprzedniego okresu w stylu:"przewodniej roli partii"Jak Ty nie wychowasz dzieci,to państwo tego za Ciebie nie zrobi!!!
Dołączył: 12 Mar 2010 czyli 803 dni temu Posty: 333 Tematy: 51 Piwa: 14/60
Wysłany: 2010-03-16, 11:30
jack71 napisał/a:
Poszept,to hasło z poprzedniego okresu w stylu:"przewodniej roli partii"Jak Ty nie wychowasz dzieci,to państwo tego za Ciebie nie zrobi!!!
no ja jestem z tamtej epoki...nie mniej skoro organizowane sa takie akcje to powinno byc zabezpieczone odbieranie tych zebranch smieci...przeciez juz sa we workach.
i o to mi właśnie chodzi.... dzieci zbierają - czyli mniej czy więcej sa swiadome - ale państwo..?
firma..? organizator..?do tego mam pretensje.
moje dzieci są wychowane dobrze- smieci nie wyrzucaja na ziemię...
jack71
Wiek: 41 Dołączył: 07 Mar 2010 czyli 808 dni temu Posty: 152 Tematy: 0 Otrzymał 1 piw(a) Skąd: Zakopane
Wysłany: 2010-03-16, 11:41
Mój mały też nić nie wyrzuca.Jak idę z nim w góry,to przynosimy tyle samo pustych opakowań ile zabraliśmy pełnych.A poza tym,to ja też wychowałem się w tamtej epoce,chociaż jestem trochę młodszy od Ciebie.A jeżeli chodzi o te zorganizowane akcje,to faktycznie "organizacja"jest do dupy.Tylko,że jeżeli każdy wpajałby dzieciom,tak jak np Ty,że zaśmiecanie jest złe,to te akcje nie byłyby potrzebne
Dołączył: 12 Mar 2010 czyli 803 dni temu Posty: 333 Tematy: 51 Piwa: 14/60
Wysłany: 2010-06-04, 13:18
skierka187 napisał/a:
obawiam się, że ludzie nie zmienią swojego zachowania wobec Morskiego Oka,
Cytat:
Podwodne krajobrazy Tatrzańskich Stawów
Kiedy w trakcie swojego pobytu w Tatrach stajesz nad brzegiem jednego ze stawów, u twoich stóp pod powierzchnią krystalicznie czystej wody rozciąga sie kraina, której piękna i rozmaitości krajobrazów nie podejrzewasz. I nawet jeżeli z wysokości pnącej sie zboczem ścieżki możesz dojrzeć kontury leżących na płyciźnie granitowych bloków, szafirowa toń skryje przed Twoim okiem wszystkie mniejsze, czy głębiej położone szczegóły dna. W ten świat niedostępny dla wędrującego tatrzańskimi szlakami turysty, posiadają bezpośredni wgląd tylko nieliczni - płetwonurkowie uzbrojeni w sprzęt umożliwiający swobodne poruszanie i dłuższy pobyt pod wodą.
Cztery lata temu, w słoneczny majowy poranek 1989 roku, na placyku przy schronisku nad Morskim Okiem zatrzymała sie furgonetka Akademickiego Klubu Podwodnego "KRAB", z której paru ubranych na sportowo ludzi zaczęło wypakowywać sprzęt nurkowy. Był to początek trwającej do dziś akcji na rzecz ochrony i poznania unikalnego świata jezior tatrzańskich, prowadzonej przez nurków z krakowskiego środowiska akademickiego ściśle współpracujących z dyrekcją Tatrzanskiego Parku Narodowego. Tamtego dnia naszym zadaniem było dokonanie oceny zaśmiecenia przybrzeżnego pasa dna Morskiego Oka, a w dalszej kolejności leżącego 200 m ponad nim Czarnego Stawu pod Rysami.
Jako symbol tego co po polskiej stronie Tatr najpiękniejsze rejon Morskiego Oka jest celem zbiorowych i indywidualnych wycieczek przez okrągły rok. Trudny do opisania urok tego szmaragdowego jeziora nad którym wiszą olbrzymie Mieguszowieckie szczyty jest tak silny, że każdy obiecuje sobie wrócić tu jeszcze raz, przysięgę uświecając wrzuconym do jeziora pieniążkiem. Nic więc dziwnego, że pierwszym co ujrzeliśmy po zejściu pod wodę były rozsiane po dnie monety z różnych lat i stron świata. Pływaliśmy na przybrzeżnej płyciźnie, pośród tych "dowodów uznania" piękna Morskiego Oka i nasze zdumienie rosło z minuty na minute. Pod warstwą najświeższych monet, po delikatnym odgarnięciu leżącego na dnie osadu, ukazywał się ich nastepny pokład. Te idące w setki kilogramów, masy bilonu były skorodowane często w takim stopniu, że uniemożliwiało to rozpoznanie poszczególnych monet. Nie sposób wątpić, że uwalniające się z korodujących monet jony miedzi, niklu czy aluminium wywierają niekorzystny wpływ na życie górskiego jeziora. Ciekawe jednak czy zastanowili sie nad tym ci, którzy wrzucali te monety do wody i czy zdawali sobie sprawę, że ich jednostkowy, niewinny postępek powielany jest rok rocznie przez tysiące im podobnych.
Widoczność, z którą spotkaliśmy się pod wodą w czasie pierwszego nurkowania w Morskim Oku zauroczyła nas bezgranicznie. Wszystko co mogą ofiarować nurkowi najczystsze jeziora Polski północnej to 6 - 8 metrów widoczności. Tutaj w Tatrach dwie grupy nurków widziały sie z odległości przeszło 20 metrów. Taka widoczność pozwalała na objęcie wzrokiem dużych fragmentów dna i o ile rozsiane na nim monety gubiły sie pomiędzy kamieniami, trudno było nie dostrzec zabawek, grzebieni, butów i butelek oraz puszek po napojach i konserwach - słowem wszystkiego co w czasie pobytu nad Morskim Okiem mogło stać sie niepotrzebne. Największe zagęszczenie śmieci występowało w położonej najbliżej schroniska, północnej części jeziora, a malało tam gdzie ruch "turystyczny" tracił na intensywności. Nie przewidując większych rewelacji rozpoczęliśmy penetracje dalej od brzegu położonych fragmentów dna i tam dopiero oczekiwała nas "niespodzianka", przy której bladły poprzednie znaleziska.
Północna cześć misy jeziornej Morskiego Oka to wielka płaszczyzna usiana olbrzymimi grudkami granitu, widocznymi dobrze z werandy schroniska. Głebokość tej części jeziora jeszcze w odległości 80 -100 metrów od brzegu nie przekracza 10 metrów. W kierunku południowym za wyraźnie zaznaczoną krawędzią dno opada stromym kamienistym zboczem by wyhamować na głębokości 25 - 28 metrów. Dalej już piaszczyte, opada łagodnie, aby w centralnej cześci jeziora osiągnąć głebokość 51 metrów. Właśnie na tej piaszczystej, łagodnie nachylonej części dna, na głębokości 30 m trafiliśmy na prawdziwe wysypisko śmieci. Śmieci usypane zostały w trzech stertach położonych od siebie w odległości 20 - 50 metrów-co sugerowało, że dokonano tego z łodzi lub z powierzchni lodu wsypując schroniskowe odpadki do przerębli. Pierwsza ze stert w całości składała sie z potłuczonych butelek, kufli i słoików, dwie pozostałe zawierały miednice, dziurawe garnki i olbrzymie ilości puszek po konserwach, co na podstawie tłoczonych na ich denkach dat pozwoliło ustalić, że sterty pochodzą z 1951 - 1957-ego roku. Śmieci zostały sfilmowane, a kaseta i sprawozdanie o stanie zaśmiecenia jeziora powędrowały do dyrekcji Parku. Na wiosnę 1990 roku, już w porozumieniu z nowym dyrektorem TPN panem Byrcynem-Gąsienicą, przystąpiliśmy do usuwania smutnego znaleziska. Nie było to zadanie łatwe. Niska temperatura i "górskie" rygory dekompresji, czyli zachowania odpowiedniego tempa wynurzania po pobycie na głebokości 30 metrów, ograniczały prace przy wodobywaniu śmieci do 15 - 20 minut dla pojedynczego zespołu. Para nurków zanurzała sie wzdłuż zakotwiczonej w pobliżu sterty śmieci liny "opustowej" i napełniała ręcznie dwie skrzynie o wymiarach 40 x 40 x 80 cm, które następnie były wyciągane przez obsadę pontonu unoszącego sie nad pracującymi. Na brzegu śmieci przesypywane były do plastikowych worków i wywożone na wysypisko do Murzasichla.
Równolegle z tymi działaniami prowadzono oczyszczanie przybrzeżnego pasa dna i penetracje dalszej cześci jeziora. Legenda mówi że Morskie Oko posiada połączenie z morzem a na jego dnie leżą szczątki rozbitych u morskich wybrzeży okrętów. Kiedy po raz pierwszy w niebieskawym półmroku panującym na głebokości 30 metrów trafiliśmy na kilkunastometrowe "maszty" pozbawionych gałezi świerkowych pni, byliśmy skłonni legendzie tej dać wiarę. Takich "szczątków" ściągnietych na lód lawinami i zatopionych w czasie wiosennych roztopów jest na dnie jeziora bez liku. Piękno tych groteskowo powykrzywianych korzeni czy absurdalnie sterczących z kamienistego dna świerków, których gałęzie zamiast szpilek pokrywa gęsty korzuch porastających je stułbi, może jednak oddać tylko aparat fotograficzny bądź kamera filmowa. Czy istnieje zresztą jakiś inny sposób pozwalający wydobyć na powierzchnię widoki dostępne tylko nurkowi; te z mieniących się słońcem, zastałych granitowymi blokami płycizn i te z szaroniebieskich, groźnych i zimnych głębi.
W miesiąc po pierwszym nurkowaniu w Morskim Oku Czarny Staw powitał nas pływającymi po powierzchni wody płatami lodu i przejrzystością przekraczającą 30 m. Już po pierwszym nurkowaniu okazało się, że 45-cio minutowa droga do "Czarnego" jest / wystarczająco dobrym zabezpieczeniem przed większością tych, którzy jeziora traktują jako kubeł na odpadki. Śmieci prawie nie było. Pływaliśmy pod zerwami Kazalnicy i od strony progu Czarnego Stawu napawając oczy krajobrazami niespotykanymi w Morskim Oku. Aura nurkowań w tym otoczonym skalistymi ścianami stawie o stromo opadającym kamienistym dnie była niezapomniana i wywarła na nas wielkie wrażenie, a tym co podczas nurkowań zaskoczyło nas najbardziej, było życie tętniące w tym martwym zdawałoby się stawie.
W opini wiekszości osób jedynymi mieszkańcami jezior górskich, w tym i naszych tatrzańskich, są ryby. Jeżeli osoby te niedostrzegają ich w jakimś zbiorniku dziwią się i uznają, że jezioro pozbawione jest życia. W oczywistości stan faktyczny jest prawie dokładnym przeciwieństwem powszechnych sądów. O ile po naszej stronie Tatr jedynie Morskie Oko jest jeziorem posiadającym naturalne zarybienie (a obecność ryb w innych stawach tatrzańskich jest wynikiem oficjalnych i nieoficjalnych akcji zarybiania tych jezior mających swój początek w połowie XIX w), w każdym ze stawów wystepują mniej lub bardziej licznie drobne zwierzęta bezkregowe. Żyjące na dnie i unoszące sie w toni wodnej są z racji swoich małych rozmiarów rzadko dostrzegane przez niewprawnych obserwatorów. Z maskami przysunietymi do dna widzieliśmy szybkie, ruchliwe larwy jętek, dostojnie kroczące larwy widelnic i chrząszczy, przyglądaliśmy sie domkom chruścików zbudowanym z drobnych kamyczków lub traw i podglądaliśmy przesuwające się po dnie maleńkie wodopójki, przypominające czerwone główki szpilek. To był bogaty różnorodny świat, w porównaniu z którym Morskie Oko wydawało sie w pierwszej chwili pustynią.
Po powrocie do Krakowa rozpoczęliśmy z żoną intensywne poszukiwania materiałów dotyczących zwierząt i roślin żyjących w Czarnym Stawie, jedak ilość zgromadzonych przez nas prac poświęconych tej tematyce, okazała się zaskakująco mała. Pierwszy (i najpełniejszy jak dotąd) opis świata zwierzęcego tego zbiornika powstał już na przełomie wieków za sprawą pionierów polskiej hydrobiologii Wierzejskiego i Minkiewicza a przeszło pół wieku później uzupełniono podaną przez nich listę o jeszcze jedną pozycje. Prace te jednak dotyczyły głównie zwierząt planktonicznych nie dostarczyły nam wiec zbyt wielu informacji na temat obserwowanych przez nas mieszkanców dna Czarnego Stawu. O ile jednak dane faunistyczne w ogóle istniały nie znaleźliśmy żadnej pracy opisującej rośliny Czarnego Stawu. Czy to skromne zainteresowanie życiem jeziora wynikało z trudności związanych z metodyką pobierania prób z kamienistego głównie dna, czy też utrudnionym przez strome podejście dostępem do akwenu nie sposób rozstrzygnąć. Dla mnie i mojej żony, nurków i studentów biologii Uniwersytetu Jagiellonskiego pojawiła sie natomiast niepowtarzalna okazja uzupełnienia wiedzy o tym jeziorze w ramach prac dyplomowych, które mieliśmy przygotowywać pod okiem pracowników naukowych Zakładu Hydrobiologii UJ. Agnieszka rozpoczęła badania składu gatunkowego i ekologii okrzemek, jednokomórkowych glonów, żyjących na kamienistym dnie Czarnego Stawu, a w półtora roku później ja przystąpiłem do badań poświęconych drobnym zwierzętom bezkręgowym, które zaobserwowaliśmy podczas naszych pierwszych nurkowań w tym jeziorze. Przedsięwzięcie to było by zupełnie nierealne gdyby nie przychylna postawa dyrekcji i placówki naukowej TPN akceptujących zaproponowane przez nas programy badań oraz gdyby nie pomoc kolegów i koleżanek z klubu, oferujących swój bezpośredni udział w badaniach. Ścieżką do Czarnego Stawu ruszyły karawany ludzi uginających się pod ciężarem ekwipunku nurkowego. Lin i drobnego sprzętu pływającego, a także różnego rodzaju pudełeczek, fiolek i siatek niezbędnych do pobierania i magazynowania zebranego materiału. Trudy tego transportu stały się szczególnie dotkliwe w okresie wczesnowiosennym, w którym Tatry zasypane są jeszcze grubą warstwą śniegu. Decyzja o pobraniu prób fauny dennej spod pokrywy lodowej leżącej na stawie, wynikała jednak z przekonania, że właśnie o tej porze roku (przełom marca i kwietnia) spotkamy jeszcze pod wodą wszystkie te organizmy, które przeobrażają się i opuszczają jezioro wkrótce po powstaniu pierwszych naturalnych spękań lodu.
Kompletny sprzęt nurkowy pozwalający na nurkowanie w wodach o temperaturze bliskiej zera stopni waży 35-40 kg (w wodzie na szczeście jest nieważki). Po dopakowaniu jedzenia, ciepłego ubrania, sprzętu badawczego i narzędzi do wyrąbania przerębli, każdy z naszych plecaków ważył ponad 50 kg. Co prawda zimowa droga nad Czarny Staw wiedzie przez zamarznięte Morskie Oko co pozwala na spore oszczędności czasu i energii, jednakże jej dalszy stromy i nieprzetarty odcinek spowodował, że na progu Czarnego Stawu stanęliśmy zataczając sie ze zmęczenia. Kiedy złapaliśmy oddech, na powierzchni lodu w miejscu znajdującym sie 10 metrów ponad dnem wyznaczony został zarys otworu o wymiarach 1,5 x 1,5 m. Rozpoczeliśmy kopanie. Z prac badaczy zajmujących sie chemizmem i termiką jezior tatrzańskich wiedzieliśmy, że grubość pokrywy lodowej może pod koniec zimy przekraczać 100 cm, my jednak musieliśmy się w nią wgryźć na głebokość 175 cm zanim ujrzeliśmy czarną ton wody. Tatrzański lód ma strukturę warstwową. W największym uproszczeniu dolną, cieńszą warstwę stanowi szklisty lód z początku zimy, nad nim zaś znajduje się warstwa porowatego lodu powstałego z przekrystalizowanego śniegu zbierającego się na powierzchni pierwszej warstwy. Jej grubość zależy od intensywności opadów, a zima u schyłku której zawitaliśmy w Tatry była wyjątkowo śnieżna- Na takie warunki nie byliśmy przygotowani, woda wypełniała stopniowo pogłębiany otwór, a my uzbrojeni w szpadle i świdry do lodu, w momencie gdy "zabrakło" narzedziom długości próbowaliśmy pracować jeszcze przez jakiś czas zanurzając ręce pod wodę. W ostateczności, po sześciu godzinach katorżniczej pracy jeden z naszej grupy przebrał sie w skafander piankowy, założył na plecy butle i w ciągu dwudziestu minut, wiercąc otwór koło otworu wyciął z dolnej warstwy lodu olbrzymi płat, który wypłynął na powierzchnie. Drzwi do uwiezionego pod lodem jeziora otwarły sie...
Jak już powyżej wspomniano, przejrzystość wód Czarnego Stawu jest fenomenalna. Kiedy w sezonie letnim prowadziliśmy nurkowania związane z badaniami okrzemek, z głębokości 35 metrów widać było unoszący się na powierzchni jeziora pontonik, z którego asekurowano nurkujących. Teraz jednak, pod lodem byliśmy świadkami zjawiska nie spotykanego w ciepłych porach roku. Odcięta od hulającego na powierzchni lodu wiatru, odstana woda była po prostu niezauważalna. Unosiliśmy sie 2-3 metry poniżej przerebli niczym w próżni, nieważcy i powolni w ruchach dodatkowo podobni do kosmonautów z racji lin asekuracyjnych stanowiących pępowiny łączące nas ze światem na powierzchni. One miały doprowadzić nas do otworu gdybyśmy w czasie podwodnej wędrówki stracili go z oczu. Dopiero po zanurzeniu okazało się, że uzasadnione w mniej przejrzystych wodach zabezpieczenie tutaj spełniało jedynie wymóg formalny. Pod wodą panowała absolutna ciemność rozświetlana jedynie w pobliżu przerebli stożkiem wpadającego przez nią rozproszonego światła słonecznego i naszymi latarkami. Ryzyko zgubienia drogi na powierzchnie w zasadzie nie istniało. Na głebokości 30 metrów (50 metrów w linii prostej od otworu) wyrąbana przez nas przerebel była jedynym jasnym punktem, niebieską latarnią świecącą w ciemnym sklepieniu wiszącym nad naszymi głowami. Z wypełninonymi zebranym materiałem siatkami płyneliśmy ukosem w górę ponad wspinającym się dnem. Na powierzchni spoza chmur wyszło słońce i wiązka jego promieni rozpraszając ciemności tańczyła na chylącym się stromo stoku misy jeziora zasypanej kamieniami i wielkimi blokami granitu. Wszystkie detale tego krajobrazu jeszcze wiele metrów od nas były ostre i czytelne. Było w tym widoku coś co nasuwało skojarzenie z potężną gotycką katedrą którą rozświetla jedynie umiejscowiony wysoko nad posadzkami witraż. Nasz czas dobiegał konca, pare metrów nad nami, w obrysie wyrąbanej w lodzie studni widzieliśmy pochylone nad wodą sylwetki kolegów, które rozmywały się kiedy wypuszczane przez nas chmury pęcherzyków powietrza osiągały powierzchnie. Wymieniliśmy umowne znaki i rozpoczęliśmy wynurzanie...
Trzy kolejne grupy zanurzyły się i po pewnym czasie pojawiły z powrotem w granatowej plamie wody odcinającej sie od bieli lodu. Koledzy wychodzili z wody, odkładali zebrany materiał do pojemników i milczeli. Wrażenie było zbyt silne, by bez chwili zastanowienia podejmować się skomentowania tego co zobaczyli pod wodą.
Od chwili gdy pierwszy raz zanurzyliśmy się pod powierzchnie Morskiego Oka minęły cztery lata. W tym okresie wielokrotnie gościliśmy nad brzegami obydwu jezior sprzątając ich dno, badając ich życie organiczne, pobierając próby osadów dennych dla pracowników Polskiej Akademii Nauk, wreszcie rejestrując na błonie fotograficznej i taśmie filmowej ich "podwodną naturę". Wąskie ramy tego artykułu nie pozwalają na zrelacjonowanie wyników badań przeprowadzonych w wodach Czarnego Stawu, można jednak stwierdzić, że zastosowanie nurkowego sprzętu powietrznego otwiera przed badaczami zbiorników tatrzańskich nowe możliwości metodyczne, nie wspominając o informacjach dostarczanych z bezpośrednich obserwacji życia i zachowania organizmów dennych.
Nurkowania tatrzańskie stały się dla nas źródłem wspaniałych doznań estetycznych, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Smuci więc fakt, że mimo corocznego oczyszczania, ilość śmieci w przybrzeżnym pasie dna obydwu jezior utrzymuje się od czterech lat na tym samym poziomie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że nawet tak krystalicznie czyste jeziora jak Czarny Staw i Morskie Oko nie są wieczne, a ich mierzone tysiącleciami "dni" są jednak policzone. Prawdę tę należałoby uświadomić tym, którzy próbując zasypać je odpadkami proces ten przyspieszają, niszcząc tym samym jedne z najpiękniejszych krajobrazów jakie można spotkać pod wodą.
[color=blue]Często, stając u brzegu pięknego Morskiego Oka,nie zdajemy sobie sprawy,że pod lustrem szmaragdowej,krystalicznie czystej wody,kryje się życie, które należy szanować.
Cytat:
Z tego, co słyszałem, w Morskim Oku od lat ludzie szukają kanału łączącego Tatry z Bałtykiem - przypomina krążące po Zakopanem legendy kustosz Muzeum Szymanowskiego, Maciej Pinkwart - Mówiło się też o poszukiwaniach szkatułki z perłami, którą zgubił w Wenecji tamtejszy kupiec, a która jakimś cudem znalazła się nad Morskim Okiem i być może ciągle gdzieś na dnie stawu leży. Myślę, że Cudzich jej ciągle szuka...
Leśniczy z Morskiego Oka Krzysztof Cudzich dodaje jeszcze legendę o Królu Złotych Węży, który pilnuje kociołka złota zatopionego przez zbójników w Morskim Oku: Legendy legendami, ale popiersie cesarza Franciszka Józefa rzeczywiście zostało zatopione w Morskim. Wielu płetwonurków z Polski go szukało, ale bez efektu.
Od dawna, odkąd zaczęło się nurkowanie w Morskim Oku, mówiło się o zatopionym w stawie popiersiu cesarza. Każdy chciał je znaleźć - podkreśla Andrzej Blacha z grupy płetwonurków w TOPR. Ale przez wiele lat wywożono na stawy śmieci i nawet jeśli popiersie tam gdzieś na dnie leży, to pewnie zostało już dawno przykryte mułem i śmieciami. Nie znaleziono go, więc myślę, że teraz są małe szanse. Są jednak tacy, którzy mają inne zdanie i uważają, że przy odrobinie szczęścia i użyciu np. wykrywacza metali, kto wie... dodaje.
Taka myśl, by poszukać tego popiersia, zaświtała nam parę lat temu. Znalezienie go byłoby naprawdę dużą sprawą - przyznaje Cudzich, który wraz z parkowcami założył klub płetwonurków. Tym bardziej że z Morskiego Oka płetwonurkom udawało się już wydobyć różne ciekawe rzeczy, m.in. dwie tablice graniczne z okresu walk o polskość nad Morskim Okiem.
Przypuszczam jednak, że popiersie znajduje się na dużej głębokości - tłumaczy Cudzich - Na takiej głębokości i na takiej wysokości nurkowanie jest bardzo trudne, wymaga specjalistycznego przygotowania... I zgody dyrekcji TPN, która od 2 lat zabrania, z wyjątkiem szkolących się płetwonurków z TOPR, nurkowania w tatrzańskich stawach.
Rada Parku negatywnie wypowiedziała się na temat nurkowania, które jej zdaniem wzbudza osad gromadzący się na dnie stawów. Osad to zapis historii tatrzańskich jezior i tego, co wokół nich się dzieje - wyjaśnia Paweł Skawiński, dyrektor TPN.
A utopionego popiersia, myślę, że już nikt nie odnajdzie. Jak dowodzi Pinkwart, wcale nie jest to popiersie cesarza Franciszka Józefa, ale gubernatora Galicji, Ludwika Patricka Taaffe, który w 1824 r. odwiedził Morskie Oko. - Dla upamiętnienia tego Homolacse - ówcześni właściciele tych terenów - wystawili mu nad brzegiem jeziora mosiężne popiersie. Potem, w okresie Wiosny Ludów, polscy patrioci wywieźli posąg na tratwach i utopili w największych głębinach Morskiego Oka - mówi Maciej Pinkwart.
Dołączyła: 06 Lip 2010 czyli 686 dni temu Posty: 108 Tematy: 1 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-07-11, 14:24
ojj monet tam nie brakuje, a co do wrzucania to też jestem przeciwna bo wiem ze co jakis czas wladze musza sprzatac je wlasnie z tych monet i placic duze pieniadze. ale przyznam się ze sama nieświadomi wrzuciłam monete znaczy wypadła mi i juz jej nie byłam w stanie wyjąc :P
Wiek: 31 Dołączył: 06 Lip 2010 czyli 686 dni temu Posty: 109 Tematy: 3 Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-07-20, 12:35
moze i tak ale ma to swoj urok te pieniazki w wodze, mimo ze nie wolno to ludzie wrzucaja, a mlodziej czasem probuje lowic te pieniadze;) wkoncu co sie im dziwic kazdemu pare groszy sie przyda;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum