Zarejestruj sie! | Hasło ?
     

Poprzedni temat «» Następny temat

Tagi tematu: 2007, czyli, jak, jezdzic, nie, powinno, rok, sie, tatry, tym

Rok 2007 czyli o tym jak w Tatry jeździć się nie powinno
Autor Wiadomość
skierka187
[Usunięty]

Tematy: 371
Wysłany: 2012-01-24, 22:08   Rok 2007 czyli o tym jak w Tatry jeździć się nie powinno

Pierwszy raz w Zakopanem byłam w 1999 roku na koloniach, czyli wyprawa 12-latki pod opieką wychowawców kolonii i przewodnika. Nie wiedziałam dokąd idziemy, nie wiedziałam którędy, a o zainwestowaniu w mapę nawet nie pomyślałam..

Przez lata nie myślałam o tym, by wybrać się w Tatry ponownie. W 2007 roku w sumie przez przypadek wyszło, że 20-letnia Agnieszka pojechała w Tatry z koleżanką, która przeżywała trudne chwile i miłosne wzloty i upadki i chciała sama jechać w góry. Jako że Agnieszka ma za dobre serce i o wszystkich się zawsze martwi to postanowiła spontanicznie jechać z koleżanką i zająć się rezerwacją noclegów.

No cóż... tak to jest, jak ktoś nie ma pojęcia dokąd jedzie i nie wie, że jak gdzieś jest napisane "noclegi Zakopane Murzasichle" to wcale nie oznacza to, że będą to noclegi na terenie Zakopanego. Rezerwacja zrobiona w Murzasichlu i.. jedziemy!

26 lipca 2007 roku po całej nocy jazdy pociągiem w wagonach siedzących dojechałam do Zakopanego. Oczywiście nie można było zmarnować ani chwili, bo wyjazd zaplanowany był na 30 lipca, dlatego od razu po przyjeździe kierunek - Gubałówka.



Mapa przed nos, 40 minut odpoczynku na trawie, naładowanie akumulatorów energią i w drogę na Gubałówkę. A na szczycie Gubałówki, która była dla mnie ogromnym wyzwaniem (w końcu to pierwsza góra po 8 latach :-P ), zimne piwko, a potem w drogę dalej, w stronę Butorowego Wierchu, gdzie pierwszy raz w życiu jechałam na wyciągu krzesełkowym w Zakopanem. Jest różnica między wyciągiem w Zakopanem, a wyciągiem na Czantorii - chodzi głównie o przepiękne widoki...

Po zaliczeniu zjazdu z Butorowego Wierchu czas na znalezienie naszej kwatery. Udało nam się znaleźć autobus jadący do Murzasichla, a tu jedziemy... jedziemy...jedziemy... kurcze, wyjechaliśmy z Zakopanego. Dokąd ten autobus nas wiezie :?: Dojeżdżamy wreszcie na miejsce - koniec świata :-P



Jak się stamtąd wydostać rano na jakiś szlak :?: Kurcze, trudna sprawa. Autobus PKS o 11.40, następny za 2 godziny. Jedyna opcja - dojść lekko ponad kilometr do drogi głównej, która prowadzi do Zakopanego a w drugą stronę do Palenicy. Ale gdzie to jest :?: Trudno, trzeba sobie jakoś radzić.

Muszę w tym miejscu dodać, że koleżanka zajmowała się wyczynowo radioorientacją i miała tytuły Mistrzyni Polski i Mistrzyni Świata. I podczas wyjazdu chciała sobie urządzić trening przed wyjazdem na MŚ do Chin. Często miewała zgrupowania w Zakopanem więc doskonale wiedziała jak poruszać się po szlakach, a ja nie miałam bladego pojęcia dokąd idziemy.

27 lipca - w planie wyprawa....na Giewont. Dowiaduję się o tym mijając Albertynów...



Po drodze mijam pierwsze tatrzańskie zwierzątko. Wow, niesamowite. Wiewiórka tak blisko człowieka? Coś niezwykłego :-)



Idziemy dalej... idziemy... i stwierdzamy, że jednak kontuzja kostki koleżanki uniemożliwia wejście na Giewont, a mój kompletny brak kondycji może spowodować, że padnę jak mucha :-P Odbijamy więc w prawo... i dalej nie wiem dokąd idziemy...





Z każdym krokiem widoki są coraz piękniejsze, ale przecież to miał być spacer, a nie ciągle pod górkę :-P







Niby taki mały kawałeczek Drogą nad Reglami, ale daje się to odczuć w kościach, ale idę... idę.. idę i czuję coraz bardziej, że będę tu wracać....









Po zejściu ze szlaku dowiaduję się z mapy, że przeszłyśmy naprawdę malutki kawałeczek - kawałek Drogi nad Reglami i zejście Doliną Białego. Dla mnie to powód do dumy, a koleżanka stwierdza, że to tak naprawdę nic wielkiego....

Idziemy więc dalej.. pod skocznie...


Pod skoczniami w karczmie spędziłyśmy prawie cały dzień. Przyznaję, że to moja wina bo byłam już padnięta.

Następny dzień... nie pamiętam co się działo. Podejrzewam, że nic bo mam tylko jedno zdjęcie.



29 lipca, czyli dzień przed wyjazdem... W planach Dolina Filipka. Oczywiście nie mam pojęcia gdzie to jest, więc ślepo idę za koleżanką...

Idziemy przez las... docieramy do miejscowości Małe Ciche...







Po zaliczeniu wizyty w kościółku, po godzinnym spacerze jakąś leśną drogą docieramy do szlaku...




Idziemy.... niestety po nocy w pociągu daje mi się we znaki katar i kaszel... ale co tam.. koleżanka przecież przyjechała na trening więc leci przed siebie i w nosie ma to, że zaraz wypluję płuca... Po około godzinie mam dość... Nie chodzi o szlak, bo szlak nie jest trudny, ale gdy dochodzę do pierwszego poważniejszego podejścia pod górę licząc, że koleżanka poczeka, okazuje się że ona już dawno jest gdzieś na górze, pojęcia nie mam gdzie... a ja nadal na dole i w sumie nie wiem co dalej... Szlag by to trafił! Tak się idzie w góry? O nie, nie mam zamiaru lecieć z jęzorem na brodzie za kimś, kto nie bierze pod uwagę, że jest różnica między kimś kto uprawia sport wyczynowo a kimś kto tego sportu nie uprawia... Wracam... Wracam do początku szlaku (jak się dzisiaj okazuje - do Zazadniej), po drodze wysyłam sms-a że wracam bo nie mam zamiaru biegać po górach bo miał być to spacer a nie wyścigi...

Od Zazadniej do samej drogi do Murzasichla idę asfaltową drogą... idę... idę... idę... i tak idę kilka kilometrów, w pewnym momencie wątpiąc czy idę w dobrą stronę... ani mapy... ani nikogo kogo można by było zapytać co i jak... idę... Wreszcie docieram do skrzyżowania dróg, odbijam w prawo na Murzasichle...




W sumie cały wyjazd wyglądał zupełnie inaczej niż powinien. Dało się odczuć, że wyjazd do miejsca, o którym niewiele się wie, może być trudny i że lepiej przygotować się do wyjazdu chociażby rzucając okiem na mapę, by wiedzieć gdzie znajdują się kwatery, czy jak wyglądają szlaki. Zaraz po przyjeździe należało kupić mapę i z niej korzystać zamiast ślepo wierzyć komuś, kto raczej mimo 6 lat różnicy, okazał się być totalnie nieodpowiedzialny za osobę, która nigdy nie była w górach (kolonii nie liczę bo kolonia to coś zupełnie innego niż wyjazd z koleżanką).

To, co na pewno było na plus to fakt, że podczas krótkiego wyjazdu udało mi się pokochać Tatry i zaszczepić w głowie myśl o tym, by wrócić w Tatry możliwie jak najszybciej, z bardziej "odpowiednim" towarzystwem i po przestudiowaniu chociażby jednej mapy, by wiedzieć dokąd się idzie, jak stamtąd wrócić itp. Kolejny wyjazd z zupełnie innym towarzystwem, z zupełnie innym podejściem odbył się w 2008 roku i tym razem to ja byłam bardziej przygotowana do wyprawy :-)
  
 
     
borsuk6x9 



Wiek: 43
Dołączył: 27 Sty 2011
czyli 481 dni temu

Posty: 872
Tematy: 12
Piwa: 17/7
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-01-24, 22:15   

hyhy ja pierwszy raz byłem w 1988 roku w białym dunajcu i poroninie (w odwiedzinach u kumpeli która była na obozie) i nawet NIE ZAUWAŻYŁEM gór :mrgreen: dopiero wiele lat później pojechałem świadomie ale i przygotowany. pierwsze szlify górskie natomiast robiłem w sudetach a końkretnie w międzygórzu. ano podobno człowiek uczy się wraz z upływem czasu. (choć ne wszyscy) :mrgreen:
_________________
"Skądkolwiek wieje wiatr zawsze ma zapach Tatr"
Jan Sztaudynger
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
     
ola's 



Wiek: 16
Dołączyła: 19 Maj 2010
czyli 733 dni temu

Posty: 2099
Tematy: 7
Piwa: 26/23
Skąd: Głubczyce
Wysłany: 2012-01-24, 22:18   

Jejciu Skierka nic się nie zmieniła :mrgreen:
A wyprawa bardzo ciekawa :-P I zdjęcia bardzo fajne ;-)
_________________
; )))
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
     
VS84
[Usunięty]

Tematy: 371
Wysłany: 2012-01-24, 23:32   

Rewelacyjna relacja :mrgreen: Nie ma to jak pierwsze razy i wspomnienia z tym związane... świetnie się czytało i fajną miałaś przygodę, pomimo, że partnerka niestety się do Ciebie nie dostosowała :-/ Ale najważniejsze, że dzięki temu wracasz tam do dnia dzisiejszego :-)
 
     
skierka187
[Usunięty]

Tematy: 371
Wysłany: 2012-01-26, 18:10   

VS84 napisał/a:
świetnie się czytało i fajną miałaś przygodę, pomimo, że partnerka niestety się do Ciebie nie dostosowała


tu nawet nie chodziło o to by się do mnie dostosować, a o to by wziąć pod uwagę to że ja nie jestem wyczynowym sportowcem. Jak jedzie się we dwójkę w góry to wypadałoby wziąć pod uwagę możliwości drugiej osoby, a jak chciała sobie treningi urządzać to mogła jechać z kimś, kto by sprostał narzuconemu tempu
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Statystyki wizyt
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB3 Assistant

PustaMiska - akcja charytatywna

Zakopane atrakcjeZakopane