Zarejestruj sie! | Hasło ?
     

Poprzedni temat «» Następny temat

Tagi tematu: czarny, dolina, morskie, oko, pod, potoku, rybiego, rysami, staw

Dolina Rybiego Potoku, Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami
Autor Wiadomość
martiana 



Wiek: 31
Dołączyła: 22 Lut 2010
czyli 3103 dni temu

Posty: 299
Tematy: 8
Otrzymał 7 piw(a)
Skąd: Murzasichle
Wysłany: 2010-03-02, 13:36   Dolina Rybiego Potoku, Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami

Z racji tego iż jest tak znany szlak, że chodzą tam tłumy, opisywać go nie będę :)
Ciekawa jestem za to kto z was lubi tam chodzić i w jakich porach oraz czy nie przeszkadza wam ten tłok (pielgrzymka).
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
'Magda' 



Zaproszone osoby: 3
Wiek: 28
Dołączyła: 25 Lut 2010
czyli 3100 dni temu

Posty: 66
Tematy: 5
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-03-02, 17:48   

Przeszkadza, nie lubię tłumów w górach, bo szukam tam ciszy, spokoju, przebywania tylko z nimi, ale MOko lubię ze względu na piękny widok - Mnich, Mięgusze, Rysy, które odbijają się w tafli. Drugi czynnik to schronisko, w którym uwielbiam herbatę malinową i szarlotkę :-)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
'Magda' 



Zaproszone osoby: 3
Wiek: 28
Dołączyła: 25 Lut 2010
czyli 3100 dni temu

Posty: 66
Tematy: 5
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-03-02, 21:45   

Tłumy - nieodłączny element MOka, Kasprowego i Giewontu, bez tego chyba się nie da ;-)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Kamila 


Dołączyła: 24 Lut 2010
czyli 3101 dni temu

Posty: 253
Tematy: 9
Otrzymał 3 piw(a)
Wysłany: 2010-03-07, 18:59   

Dokładnie z Morskim Okiem kojarzą mi się tłumy i jest to jakoś nieodzowne :-) Choć nie powiem niektórzy ludzie bywają uciążliwi, ale można ścierpieć, ja w górach mam jakoś chyba więcej cierpliwości do ludzi ;-)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
'Magda' 



Zaproszone osoby: 3
Wiek: 28
Dołączyła: 25 Lut 2010
czyli 3100 dni temu

Posty: 66
Tematy: 5
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-03-07, 19:44   

Zależy kiedy... bo gdy jest się wyżej, gdzie taki brak mózgu może skończyć się tragicznie, wtedy chwyta mnie nerw jak nie wiem co i całkowity brak cierpliwości.

Tłumy tłumami, ale gdyby tak każdy pilnował siebie i swojego zachowania, dałoby się to znieść.
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
zybcio 


Dołączył: 22 Mar 2010
czyli 3075 dni temu

Posty: 7
Tematy: 0
Otrzymał 1 piw(a)
Wysłany: 2010-03-22, 16:42   

Kwestia tłumów to kwestia doboru odpowiedniego czasu, raz jak w listopadzie odwiedziłem morskie to w schronisku zastałem pustki ;D
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Agnieszka 


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Mar 2010
czyli 3078 dni temu

Posty: 7
Tematy: 0
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2010-03-22, 20:18   

Dokładnie zgadzam się z przedmówcami. Morskie Oko bez tłumu to nie Morskie Oko. Zdarzało mi się również iść tym asfaltem w całkowitej ciszy np ostatnio zimą lub latem kiedy wyszłyśmy z mamą bardzo wcześnie z zamiarem wejścia na Szpiglasową - skręciłyśmy do Piątki Roztoką, ale po południu jak zeszłyśmy do Morskiego to po prostu... Człowiek na człowieku... Nie było gdzie nosa wściubić. No, ale to cały urok tej trasy. W każdym razie piękne widoki, dobra herbatka i ciacho rekompensują wszystko! :->
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
 
Piotrek 


Wiek: 31
Dołączył: 10 Mar 2010
czyli 3087 dni temu

Posty: 87
Tematy: 3
Otrzymał 2 piw(a)
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-31, 01:53   

Wiadomo, że są takie miejsca jak Morskie Oko gdzie będą tłumy. Jeśli komuś to przeszkadza to niech wybiera inne szlaki, mniej uczęszczane a jeśli koniecznie chce iść tam to niech wybiera taki czas na urlop gdy te tłumy są mniejsze i gdy dzieci nie mają już wakacji. I tym samym po kłopocie :-)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dorotea 


Zaproszone osoby: 28
Wiek: 31
Dołączyła: 08 Kwi 2010
czyli 3058 dni temu

Posty: 220
Tematy: 0
Otrzymał 1 piw(a)
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2010-04-26, 18:58   

Z tego co wiem to jeszcze nie,ale może jeszcze coś się zmieni
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Ewelina 


Dołączyła: 17 Maj 2010
czyli 3019 dni temu

Posty: 14
Tematy: 2
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2010-05-31, 12:25   

w tym roku mam zamiar uderzać nad Morskie Oko, bo jeszcze tam nie byłam, ale dostałam wskazówkę, żeby iść przez Dolinę Pięciu Stawów, bo są piękne widoki i przede wszystkim nie idzie się asfaltem, co mnie osobiście najbardziej męczy w górach :D (asfaltem będzie powrót)

w planach był jeszcze Czarny Staw pod Rysami, ale to będzie strasznie długa trasa, także zostawiamy go na kiedy indziej :)

Widziałam, że pisał ktoś o Szpiglasowym Wierchu. Jak tam wejście?
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
poszept 



Dołączył: 12 Mar 2010
czyli 3085 dni temu

Posty: 192
Tematy: 6
Otrzymał 6 piw(a)
Wysłany: 2010-05-31, 14:46   

Ewelina napisał/a:

Widziałam, że pisał ktoś o Szpiglasowym Wierchu. Jak tam wejście?


Cytat:
Wejście na Szpiglasowy Wierch
Od tego momentu szedłem sam, skoncentrowany na pięknu przyrody i otoczeniu. Od Morskiego Oka wszedłem na żółty szlak prowadzący na Szpiglasową Przełęcz. Zacząłem iść bardzo szybkim krokiem, jednak o tej porze było już wielu ludzi na tym szlaku - już nie wspominając o Morskim Oku, nad którego brzegami było tak samo jak na plażach w Międzyzdrojach. Po pożegnaniu z Eweliną z drogi asfaltowej zszedłem skręcając w prawo w dróżkę z poukładanych kamieni, która znajdowała się między gęstymi krzakami kosodrzewiny, na przemian z zaroślami, dużymi liśćmi i paprociami. Za dosłownie chwilę, po przejściu tego odcinka z zaroślami i kosodrzewiną, idąc cały czas po dróżce z poukładanych kamieni, skręciłem w lewo pod kątem blisko 90 stopni. Po mojej lewej, na zakręcie, znajdowały się cztery świerki wyrastające z jednego pnia. Jeden z nich - najbardziej wysunięty w lewą stronę - tworzył wielkie kolano zakręcające pod kątem 90 stopni w lewo, po czym cały pień biegł strzeliście ku górze. Od teraz trawersowałem pomału wznoszącą się ścieżką Miedziane na jego wschodnich stokach. Za zakrętem ze świerkami szedłem widokową ścieżką wśród kosodrzewiny, która nie przysłaniała już widoku na Morskie Oko i schronisko. Niestety nie było tutaj już tak spokojnie, jak w drodze na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem, ponieważ mijałem tutaj dwóch ludzi, a przede mną widziałem jakiegoś tatę noszącego swoje dziecko na ramionach. Za chwilę skręciłem w prawo mijając duży głaz po mojej lewej. Za moment skręciłem w lewo i już przechodziłem po płaskiej skale, która tworzyła naturalny most nad potokiem pod nim płynącym. Tuż za zakrętem, minąłem po lewej stronie ogromny, płaski głaz, który leżał przy szlaku i był na nim namalowany znak, żółtego szlaku na Szpiglasową Przełęcz. Około 5 minut później przeszedłem przez dwa małe, wolno płynące potoki, które znajdowały się w sąsiedztwie. Suchego lata z pewnością wyschłyby. Oba potoki sączyły się z górnych partii gór, spływając po płaskich płytach skalnych przecinając szlak. Za chwilę minąłem nieco większy potok, któremu wyschnięcie już nie groziło, a jego wody spływały pomiędzy skałami, pod ścieżką kamiennego szlaku, którą tworzyły poukładane stopnie. Był znacznie szerszy niż dwa poprzednie, dlatego dźwięk jego wód był tu wszechobecny, choć nie głośny. Nieco dalej, przeszedłem jeszcze jeden, bardzo wąski i wolno płynący potok, za którym patrzyłem w dół - na kamienie, z których ułożono szlak. Na jednym z nich dostrzegłem wyryte trzy zera, które nie wiadomo co oznaczały. Parędziesiąt kroków dalej skręciłem w prawo i zaraz w lewo przekraczając na lewym zakręcie duży potok, który przepływał pomiędzy kamieniami na szlaku. Przy tutejszym potoku zatrzymał się starszy pan, który szedł powoli. Nabrał wody z potoku, której później się napił, po czym podążył dalej, powolnym krokiem ku górze. Chwilę później minąłem jeszcze dwa kolejne, małe potoki, w nieco większym odstępie i dalej, jeszcze jeden taki sam, gdzie po chwili, po lewej stronie ujrzałem 3 płotki z drewna chroniące zimą szlak przed osuwającym się śniegiem. Paręnaście kroków dalej minąłem kolejny, mały potok i tym razem po lewej stronie zobaczyłem sześć płotków, służących temu samemu celowi. Za płotkami, również po lewej, widziałem wielki płaski głaz "spływający" ukośnie w dół po zboczu, dookoła którego rósł jarzębinowy gaj. Po przeciwnej stronie tego głazu, ze zbocza, które wznosiło się ku górze wystawał jeden, duży głaz z malutką jamą pod nim, na którym rosły krzaki kosodrzewiny. Właśnie tutaj odpoczywali ludzie po prawej stronie, z którymi dane mi było się tu minąć.

Po przejściu tego odcinka wyszedłem z gaju jarzębinowego, który zresztą był bardzo mały. Od tego momentu szlak stał się praktycznie płaski. Poukładane kamienie, nie tworzyły już tutaj schodów do podchodzenia, a równy chodnik, po którym wędrowało się bardzo przyjemnie. Owy chodnik przebiegał przez środek rozległego rumowiska skalnego złożonego z siwo-zielonych kamieni zarośniętych porostami - stąd ta ich zielona barwa. Tuż za nim czekał mnie krótki odcinek trawiasty z kosodrzewiną i kolejne rumowisko skalne, ale już o połowę mniejsze niż poprzednie, za którym trzeba było przejść po wielkim, płaskim głazie stanowiącym część chodnika kamiennego na szlaku. Nieco dalej minąłem średniej wielkości potok, który o dziwo wypływał spod luźno porozrzucanych kamieni, po którego prawej stronie widniał wielki, pionowo stojący głaz ze znakiem żółtego szlaku. Przede mną był jeszcze duży potok, który spływał pomiędzy dużymi głazami i już za chwilę skręcałem ostro w prawo przy dużym głazie, który widniał na wprost mnie. Na nim namalowano żółty znak szlaku. Tuż za zakrętem minąłem po prawej, dwa wielkie głazy narzutowe, które śmiało wystawały ponad poziom kosodrzewiny. Chwilę dalej moją uwagę zwrócił mały potoczek, który w całości przepływał pod kamieniami na szlaku. Za nim, po lewej, znajdował się duży głaz ze znakiem szlaku, za którym przepływał duży potok również płynący w całości pod kamieniami. Przed kolejnym zakrętem - tym razem ostrym w lewo - minąłem jeszcze płaską, pionową płytę skalną po lewej, na której szczycie rosła kosodrzewina, a tuż za nią znajdował się wielki i długi, ukośnie leżący głaz. Szlak od ostrego zakrętu w prawo z dużą skałą przed sobą, do pionowej płyty skalnej po lewej, przebiegał cały czas po równym chodniku z poukładanych kamieni, na którym nie sposób się było zmęczyć. Idąc tą drogą miałem ciągle jednakowy widok. Polanę w dole porośniętą jasnozieloną trawą, na której leżały setki dużych, pojedynczo rozmieszczonych głazów. To wszystko sprawiało wrażenie jak gdyby ktoś porozrzucał z góry wór głazów rozdzielając je tak, aby każdy leżał osobno. Patrząc do góry, krajobraz nie wiele się zmieniał, bo widziało się cały czas to samo, a jednak można było dopatrzeć się stąd, kilkumetrowych pionowych ścian skalnych.

Po przejściu tego odcinka skręciłem ostro w lewo. Przed sobą, parę metrów od szlaku, miałem małe rumowisko skalne, a po prawej Morskie Oko i pomału wyłaniający się Czarny Staw pod Rysami. Świetnie stąd było widać potok i dwa wodospady, które łączą oba stawy oraz szlak biegnący zygzakowato po prawej stronie tego potoku. Za chwilę po tym zakręcie minąłem kolejne rumowisko skalne, przechodząc po równo ułożonym chodniku, za którym po krótkim odcinku trawiastym było takie samo rumowisko skalne. Na końcu tego drugiego rumowiska pojawiło się kilka kamiennych schodów. Po ich przejściu, po lewej stronie, minąłem dwa ogromne głazy, z czego ten pierwszy był znacznie większy od tego drugiego i ten pierwszy miał na swojej powierzchni namalowany znak żółtego szlaku. Naprzeciwko drugiego głazu, w dole po lewej stronie, leżał jeszcze jeden, ale osamotniony głaz, którego nie sposób było nie zauważyć. Tuż za nimi szlak skręcał ostro w prawo przy rumowisku z ogromnych kamieni. Jeden z nich sprawiał wrażenie, jak gdyby miał się zaraz zwalić na środek szlaku. Zakręcając, przed sobą, widziałem już pionowe ściany skalne, które było widać z początkowych etapów szlaku. Odcinek ten był krótki, jednak właśnie tu spotkałem kolegę, z którym rozmawiałem za pomocą Gadu-Gadu, na temat szlaku, którym właśnie szliśmy, nie znając go nigdy wcześniej. Pytał mnie w czwartek, tuż przed moim wyjazdem, dlaczego ten szlak jest zawsze opisywany od strony Morskiego Oka. Chwilę podyskutowaliśmy, po czym powiedział, że nigdy nie przypuszczał, że tak szybko się spotkamy. Rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach. Ja podchodziłem na Szpiglasową Przełęcz, a on już schodził z niej. Po przejściu tego odcinka, teraz znów trzeba było skręcać ostro w lewo i przejść po czterech, małych rumowiskach skalnych, a raczej kamiennych, bo tworzyły je małe kamienie. Za czterema rumowiskami trzeba było skręcić ostro w prawo i przejść po rumowisku skalnym i kawałku szlaku kluczącym wśród kosodrzewiny, zakręcić ostro w lewo, przechodząc po dwóch kolejnych rumowiskach, między którymi rosło kilka krzaków kosodrzewiny i już znajdowałem się na skrzyżowaniu szlaku żółtego na Szpiglasową Przełęcz i czerwonego na Wrota Chałubińskiego 2022 m.n.p.m.

Za skrzyżowaniem szlaków czekała mnie dalsza wędrówka podobnym szlakiem. Samo skrzyżowanie szlaków było całkowicie kamienne, ale nieco dalej szedłem już chodnikiem wśród licznych kęp kosodrzewiny, po czym za chwilę wstąpiłem na rozległe rumowisko skalne. Idąc dalej mijałem po prawej, trzy małe skupiska kosodrzewiny, i nieco dalej dwa kolejne, które były porozdzielane licznymi, bardzo wąskimi ścieżkami, nie przeznaczonymi do chodzenia. Za skupiskiem zielonej kosodrzewiny, która nieco urozmaiciła mi krajobraz, minąłem kolejne dwa, mniejsze rumowiska skalne, za którymi wędrowałem następnymi dwoma, małymi rumowiskami przedzielonymi wąskim pasem trawy. Jednak te różniły się tym, że były usypane z białych kamieni, podczas gdy wszystkie inne, które mijałem i te, które były dopiero przede mną, składały się z siwych skał lub kamieni i głazów zarośniętych zielonymi porostami. Tuż za nimi przeszedłem kolejny wąski pas trawy i bardzo małe rumowisko skalne, za którym miałem okazję jeszcze zobaczyć po lewej stronie małe skupisko ostatnich krzaków kosodrzewiny. Tuż za krzakami kosodrzewiny szedłem już bardzo rozległym usypiskiem kamiennym, na końcu którego skręciłem ostro w prawo. Ten zakręt, jak również samo podejście do niego, był idealnym miejscem do podziwiania Stawów Staszica i Stawku na Kopkach, które można było obserwować tego roku. Kiedy przechodziłem tędy w lipcu roku 2007 owych stawów nie dane mi było obserwować ze względu na bardzo suche lato w tych rejonach. Za tym zakrętem, po lewej stronie, dostrzegłem duży głaz narzutowy, któremu poświęciłem więcej uwagi ze względu na jego rozmiary. Od tego momentu rozpoczęło się ładne zestawienie trawy, kosodrzewiny i ogromnych głazów, ponieważ tutaj przechodziłem przed duże połacie kosodrzewiny, które było przecięte tylko jedną ścieżką w jego środku. Tą ścieżką był szlak. Kosodrzewina zdawała się spływać po powierzchni stoku. Tuż za kosodrzewiną minąłem mały kawałek porośnięty bujną trawą, za którym skręciłem już ostro w lewo. Od teraz podziwiałem nie tylko otaczającą mnie przyrodę, ale również wspinaczy zdobywających szczyt Mnicha 2070 m.n.p.m. Jeden z nich będąc tuż pod szczytem wyciągnął ręce przed siebie rozkładając je szeroko w obie strony. Nie tylko przyroda i oni przykuli moją uwagę. Podziwiałem stąd również cel mojej kolejnej wyprawy, który miałem w planach do osiągnięcia kilka dni później. Z zasłyszanych opinii wiedziałem tylko jedno - że nie warto tam iść. Mowa oczywiście o Wrotach Chałubińskiego 2022 m.n.p.m. Podziwiałem nie tyle same Wrota, ponieważ były słabo dostrzegalne z tej odległości, a trawers, który prowadził na nie. Była to zygzakowata ścieżka prowadząca, aż do samego celu. Jak się kilka dni później przekonałem wygłaszana często opinia była bardzo mylna...

Za zakrętem przechodziłem już po głazach, których większość widniała po mojej prawej stronie. Było to rumowisko skalne, przez które poprowadzono szlak. Kawałek dalej czekał mnie kolejny, niewielki pas kosodrzewiny, za którym wędrowałem już po szlaku wśród trawy. Jednak pas trawy szybko się zakończył i czekało mnie kolejne usypisko kamienne, niczym nie wyróżniające się z pozostałych, jak i kolejny wąski pas trawy. Tuż za nim miałem do przejścia jeszcze bardzo rozległe rumowisko skalne, które swoimi rozmiarami mogło zaimponować. Na jego końcu szlak zakręcał ostro w prawo. Za tym zakrętem jeszcze przez chwilę szedłem po usypisku kamiennym, przez które prowadził mnie chodnik utworzony z równo poukładanych kamieni, a następnie przez krótki odcinek ze strzelistymi skałami. Ten odcinek był inny niż wszystkie pozostałe, ponieważ widziałem tu duże, czarne, strzeliste skały, których podstawy były obrośnięte zielonymi porostami. Świadczyło to o czystości powietrza jakie mnie otaczało. Strzeliste skały tworzyły coś na wzór kręgu złożonego z pięciu iglic, z czego 3 iglice znajdowały się po lewej stronie, w dole szlaku, a dwie po prawej, "wyrastające" z ziemi tuż za ścieżką szlaku. Choć dalszym etapem było przejście trawiastym odcinkiem, to jednak również był on inny niż wszystkie pozostałe, ponieważ w tym miejscu szlak tworzył małe zagłębienie, co dodawało uroku temu miejscu. Po przejściu tego odcinka czekało mnie kolejne rozległe rumowisko kamienne złożone z drobnych kamieni, a następnie wąski kawałek trawy, za którym znajdowało się kolejne drobnokamienne usypisko skalne, które było przedzielone wysokogórską trawą, na trzy odcinki o równej długości. Po przejściu tego etapu skręciłem ostro w lewo gdzie szedłem po krótkim odcinku z wysokogórską trawą i małym rumowiskiem skalnym. Za tym skupiskiem kamieni, po prawej stronie, wyłoniła się wielka, czarna, strzelista skała, która tworzyła tutaj pionową ściankę wspinaczkową. Większą część tej ściany stanowiły gładkie płyty skalne z drobnymi szczelinami lub pęknięciami. Idąc wciąż wyżej i wyżej patrzyłem jak Mnich staje się coraz mniejszy, aż w końcu stał się tak mały, że "wtopił" się w otoczenie gór wyższych.

Tutaj zatrzymałem się na chwilę aby podziwiać owe czarne skały. Choć już widziałem drogę prowadzącą bezpośrednio na Szpiglasową Przełęcz, to jednak pozostał mi jeszcze spory kawałek do przejścia. Tuż za skałami szedłem dalej, po odcinku trawiastym. Szlak prowadził tędy chodnikiem kamiennym wśród traw, dzięki czemu wyróżniał się tu jako biała linia wśród zielono-brązowej trawy. Idąc tak przez około 2 minuty, po lewej stronie ujrzałem samotną skałę, która wyglądała tak, jak gdyby ktoś ją "wyrzucił" w tym miejscu, na środek ogromnej przestrzeni. Od teraz sytuacja nieco się zmieniła, ponieważ wcześniej szedłem na odcinku z rumowiskiem skalnym przedzielonym pasami traw na trzy równe odcinki, a teraz szedłem odcinkiem trawiastym podzielonym na trzy pasy, choć już nie równiej długości, dwoma rumowiskami skalnymi. Po przejściu drugiego rumowiska skalnego i krótkiego obszaru porośniętego trawą przede mną ukazała się mała, skalna brama, którą tworzyły czarne skały znajdujące się po lewej i po prawej stronie szlaku. Za nią miałem do przejścia jeszcze króciutki odcinek trawiasty, za którym, po lewej stronie, widniała mała, aczkolwiek samotna skała wyróżniająca się spośród innych swoimi rozmiarami. Szpiglasowa Przełęcz widniała już przed oczami, ale do przejścia pozostały mi jeszcze 3 krótkie odcinki. Pierwszy z nich był to krótki marsz wśród traw, drugi - rumowisko z drobnych kamieni i trzeci - kolejny pas traw. Po przejściu tych trzech krótkich etapów szedłem już około 5 minut usypiskiem skalnym, za którym już do samej Szpiglasowej Przełęczy doprowadziła mnie równie długa, co ten ostatni odcinek skalny, piękna trawiasta polana, wśród traw, której można było dostrzec setki porozrzucanych, samotnie, małych, białych kamieni.

Pogoda była nadal piękna i słoneczna. Dotarłem na Szpiglasową Przełęcz. Na owej przełęczy było już mnóstwo ludzi, ale pewien tata ze swoim około 7-mio letnim dzieckiem, przykuli moją uwagę najbardziej. Widok na Dolinę Pięciu Stawów, a raczej na szlak prowadzący do tej doliny doprowadził dziecko do płaczu. Patrząc w dół widziało się ogromne wyrwy w szlaku utworzone przez silnie spływającą wodę oraz płyty skalne ubezpieczone łańcuchami, których tak bało się to dziecko. Cały czas w płaczu tłumaczyło swojemu tacie, że jest on jeszcze za mały na góry i on tędy nie zejdzie. Ja tym czasem chciałem schodzić do Doliny Pięciu Stawów Polskich, jednak rozglądnąłem się we wszystkie strony i od razu wspomniał mi się widok na Tiemnosmrecynskie Niżne Pleso po stronie słowackiej. W roku 2007, kiedy byłem tutaj w lipcu, ten staw wyglądał naprawdę przepięknie, dlatego postanowiłem, że wejdę tego dnia jeszcze na Szpiglasowy Wierch 2172 m.n.p.m. skąd ujrzę ponownie ten sam widok na Tiemnosmrecynskie Niżne Pleso. Tak też zrobiłem. Udałem się w lewą stronę, bardzo wąską ścieżką wydeptaną wśród traw, która prowadziła prosto na Szpiglasowy Wierch. Nie było nic w niej nadzwyczajnego, poza tym, że szlak nie był tutaj już znaczony standardowo przyjętymi pasami, a żółtym trójkątem w białej obwódce o tym samym kształcie i tym, że na zakręcie w prawo, za którym wędrowało już się po grani, wystawał jeden, samotny kamień, który wbijał się mocno w stopy tym, którzy go nie zauważyli. Samo podejście między ciasnymi skałkami nie było już męczące. Widoki ze Szpiglasowego Wierchu były naprawdę piękne o tej porze dnia, ponieważ patrząc w stronę Mięguszowieckich Szczytów wszystkie skały bez wyjątku przybierały dosłownie czarny kolor na tle późno popołudniowego nieba. Dodatkowo uroku dodawały im białe płaty śnieżne zalegające w kotłach tych gór. Widok jednak szybko się zmienił gdy tylko spojrzałem w stronę Miedzianego 2233 m.n.p.m. i Opalonego Wierchu 2115 m.n.p.m., który był z tej perspektywy przysłonięty. Patrząc na obie góry widziało się bardzo jasne skały porośnięte trawą, żleby, piargi i ogromne połacia kosodrzewiny w niższych partiach obu szczytów. Na zachodnich stokach Miedzianego pięknie było widać dużą jamę.

Po nacieszeniu się przepięknymi widokami zacząłem schodzić do Szpiglasowej Przełęczy. Widziałem, że dziecko, które widziałem wcześniej, nadal płacze spoglądając na stromo wiszące łańcuchy. Nie wiem jak dalej się sytuacja potoczyła, ponieważ ja zacząłem już schodzić do Doliny Pięciu Stawów, ponieważ chciałem jeszcze zdążyć przed zmrokiem, aby zobaczyć Siklawę jak i zielony szlak do Wodogrzmotów Mickiewicza przez Dolinę Roztoki w całości. Widok na Dolinę Pięciu Stawów z Przełęczy Szpiglasowej był jak zawsze przepiękny. Wielki Staw Polski, lekko pomarszczony przez dmuchający wiatr, odbijał bardzo niewyraźnie okoliczne góry, co dawało wrażenie pasów jednego koloru w różnych jego odcieniach. Ilekroć razy tutaj byłem, zawsze miałem okazję ujrzeć ten sam widok, lecz teraz miałem okazję oglądać go późnym popołudniem. Widok był nieco inny, ponieważ teraz Słońce oświetlało zachodnie stoki Miedzianego i Opalonego Wierchu tak, że tylko wzdłuż zachodniego wybrzeża tego stawu przebiegała jasna linia światła słonecznego. Większość stawu była już zasłonięta cieniem, które rzucały góry wchodzące w skład Orlej Perci.

Zejście ze Szpiglasowego Wierchu do Doliny Pięciu Stawów
Zacząłem schodzić. Przede mną szła młoda dziewczyna w wieku około 25-ciu lat, a za nią - jej koleżanki. Między nimi a mną, szedł jeszcze starszy pan po pięćdziesiątce. Zaczęliśmy schodzić pierwszymi łańcuchami. Tutaj schodziliśmy wszyscy dosyć dobrze. Szlak na tym odcinku nie był trudny, a łańcuchy służyły tu jedynie za pomoc w razie mokrych warunków na szlaku. Łańcuchy były przytwierdzone do prawej części zbocza, które jednak za chwilę skręcały w lewo, jak i cały szlak. Od tego momentu szlak zaczął prowadzić nas bardziej stromym zboczem i właśnie odtąd dziewczyna, która szła jako pierwsza zatrzymała ruch na zejściu. Starszy pan, który był między mną a nią i jej koleżankami zaczął jej podpowiadać jak iść. Inny chłopak, nieco zdenerwowany tym tempem, zaczął ją poganiać. Wtedy powiedziałem, że tu nie ma co się spieszyć, bo do Doliny niedaleko i każdy zdąży. Nie miał innego wyjścia bo wyprzedzić nie było jak. Warunki były tu idealne i punktów zaczepienia było tu tak dużo, że nie trzymałem się ani jednego łańcucha, dlatego starszy pan zwrócił mi uwagę czemu ja się ich nie trzymam. Ów pan łamał podstawową zasadę korzystania z łańcuchów, ponieważ chwytał się każdego łańcucha, którego trzymała się inna osoba. Zwróciłem mu na to uwagę, po tym jak 3 osoby trzymały się tego samego łańcucha - w tym on. Schodziliśmy tak powolnym krokiem, aż dotarliśmy do ostatniego odcinka z łańcuchami. Młoda dziewczyna i jej koleżanki zatrzymały się i przepuściły wszystkich turystów idących za nimi.

Widok stąd był piękny. Widziałem całą Dolinę Pięciu Stawów i ogromne wyrwy w trawersie, którym wiódł szlak. Cała ścieżka była odtąd bardzo sypka dlatego szedłem powoli, aby nie pośliznąć się na drobnych kamieniach, których pod nogami było mnóstwo. Od teraz szlak przebiegał mocno zygzakowatą ścieżką. Po zakończeniu schodzenia ubezpieczonym odcinkiem szlaku łańcuchami, po mojej prawej, widniała czarna skała rzucająca cień na niższe stoki. Była wysunięta ponad szlak, dlatego był stąd świetny widok na cały trawers. Dodatkowo skała wyłaniała się spod ziemi, przez co była obrośnięta bardzo gęstą trawą. Jedynie jej czarne brzegi obrośnięte zielonymi i zielono-niebieskimi porostami wystawały ponad wszystko. Za tą skałą szlak skręcał w lewo rozpoczynając serię zygzaków. Schodząc do końca pierwszego odcinka, stojąc na zakręcie, widziało się wąską ścieżkę usypaną z białych kamieni skracającą znacznie podejście, jednak to nie był szlak i postanowiłem, że będę iść według szlaku. Dzięki tej ścieżce można było skrócić sobie dwa odcinki wchodzące w skład "zygzaka" jakim to teraz biegł szlak. Po przejściu pierwszego odcinka i skręceniu pod ostrym kątem w prawo, minąłem początek wielkiej wyrwy jaka teraz tu była pomiędzy środkami trzech odcinków zygzaka. Dochodząc do końca drugiego odcinka, na zakręcie, który teraz prowadził pod ostrym kątem w lewo, widziałem jeszcze większą wyrwę, która zaczynała się już w wyższych partiach gór i biegła równolegle, wzdłuż, do całego "zygzaka". Wyrwa była znacznie większa, bo była znacznie wyższa od jakiegokolwiek turysty, który tędy przechodził. Właśnie tutaj szlak tworzył zakręt na brzegu największej wyrwy, dzięki czemu można było podziwiać ją w całej okazałości. Za zakrętem, kawałek dalej, wracało się do mniejszej wyrwy, która łączyła środki trzech odcinków zygzaka. Dalej zszedłem do kolejnego zakrętu pod ostrym kątem w prawo i znowu przy samym końcu tego odcinka widziałem koniec mniejszej wyrwy, której przedłużenie było widać jeszcze gdzieś poniżej szlaku, ale było tak małe, że dalej był to raczej mały rów niż wyrwa.

Dochodząc do tego miejsca szlak skręcał pod ostrym kątem w lewo. Najciekawsze było jednak to, że zakręt był przecięty zakańczającą się mniejszą wyrwą i ścieżką, która tworzyła tutejszy szlak, dzięki czemu na tym zakręcie widziało się wyniesioną ponad szlak, wąską i podłużną wysepkę na której rosło kilkadziesiąt kęp trawy wśród białych kamieni. Za tym zakrętem szlak był już szerszy i tworzył coś na wzór kolejnej wyrwy w skałach. Patrząc na prawo widziałem już tylko przedłużenie mniejszej wyrwy i równolegle biegnącej wielkiej wyrwy, która kończyła się niedaleko kamiennym piargiem. Patrząc na prawą stronę, tuż za wielką wyrwą widziałem ogromne usypisko kamienne złożone z drobnych i ciemnych kamieni. Na tym terenie nie wyrastała ani jedna kępa trawy, czy też kosodrzewiny, dlatego tym bardziej to usypisko kamienne robiło większe wrażenie. Po przejściu tego odcinka szlak zakręcał ostro w prawo, gdzie tuż za zakrętem widniał kolejny, pofalowany odcinek skracający szlak. Na końcu prostej, którą teraz pokonywałem wchodziło się na piarg, który zakańczał mniejszą wyrwę w stoku. Był tu również ostry zakręt w lewo prowadzący już po prostym chodniku z równo poukładanych kamieni przez rozległe polany. Otoczenie całego szlaku tuż za płytami skalnymi ubezpieczonymi łańcuchami, czyli zygzaka, którym teraz schodziłem jak i całej ścieżki biegnącej w dół aż do samej Doliny Pięciu Stawów Polskich było takie same. Cały szlak biegł wśród rozległych polan trawiastych, na której rosły tysiące żółtych kwiatów. Z tego powodu przejście tą polaną zawsze było dla mnie wyjątkowe, nawet gdy czuło się już zmęczenie po dziewięciu godzinach wędrówki.

Szlak od tego momentu prowadził równym chodnikiem, bez sypkich kamieni pod nogami, dlatego, można było tu nieco przyspieszyć. Zejście nie było już tak strome jak to, które miałem już za sobą. Przede mną szlak zataczał jedynie półkoliste zakręty. Po zakończeniu etapu z trawersem, przede mną było pierwsze małe, prawostronne półkole, za którym przeszedłem krótki odcinek prostej drogi. Dalej szlak skręcał w prawo bardzo szerokim i długim łukiem wkraczając na stoki okolicznego wzniesienia od strony południowej. Z tego łuku widać było bardzo dobrze, po prawej stronie, dwa samotne, bardzo wielkie białe głazy, które wyróżniały się w tutejszej okolicy, ponieważ dookoła mnie nie było tu ani jednej większej skały czy też głazu. Po przejściu tego odcinka szlak schodził z małego wzniesienia prowadząc mnie prosto na inne południowe wzniesienie, które widniało przede mną. Szlak pomiędzy dwoma wzniesieniami przebiegał po wielkiej polanie trawiastej, na której leżało bardzo wiele mniejszych kamieni. Było ich tak dużo, że stosunek trawy do kamieni na tej powierzchni był równy połowie. Przejście tą kamienno-trawiastą polaną nie było już w ogóle męczące. Jednak za chwilę szlak zaczął ponownie zbiegać w dół - tym razem po północnych stokach wystających skał, porośniętych gęsto kosodrzewiną. Całe to przejście dawało mi przepiękny widok na Wielki Staw Polski oraz na wielki żleb kamienny biegnący od szlaku ku dołowi, aż do Doliny. Przejście północnymi stokami porośniętymi gęsto kosodrzewiną odbywało się poprzez przejście dwoma mniejszymi garbami, na których rosła owa kosodrzewina. Pomiędzy garbami było tylko usypisko kamienne, przez którego środek wytyczono szlak. Idąc tędy, po lewej stronie, widziałem tylko ogromne rumowisko kamienne, złożone z większych kamieni. Gdzie niegdzie spod kamieni wydostawały się pojedyncze kępy trawy. To miejsce bardzo przypominało mi Bulę pod Rysami tylko w nieco mniejszych rozmiarach. Po przejściu obu garbów szlak wiódł już piękną, zieloną trawą po północno-zachodnim stoku Liptowskiego Kostura. Choć stok był dosyć stromy to szlak, trawersował go cały czas wzdłuż, dzięki czemu szło się tędy prawie jak po równej drodze.
opis i przejscie z netu
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Dorotea 


Zaproszone osoby: 28
Wiek: 31
Dołączyła: 08 Kwi 2010
czyli 3058 dni temu

Posty: 220
Tematy: 0
Otrzymał 1 piw(a)
Skąd: Wejherowo
Wysłany: 2010-05-31, 18:13   

Jesuuuu:D:D:D Przeczytam następnym razem, bo dziś mnie oczy bolą:D
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
belldandy 



Dołączyła: 10 Maj 2010
czyli 3026 dni temu

Posty: 36
Tematy: 0
Skąd: Bielsk podlaski
Wysłany: 2010-06-01, 12:10   

Ile trwa dojście do Morskiego Oka z Doliny Pięciu Stawów?
Z Zakopanego jak dostać się do Doliny Pięciu Stawów? :)
Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
poszept 



Dołączył: 12 Mar 2010
czyli 3085 dni temu

Posty: 192
Tematy: 6
Otrzymał 6 piw(a)
Wysłany: 2010-06-01, 13:42   

belldandy napisał/a:
Ile trwa dojście do Morskiego Oka z Doliny Pięciu Stawów?
Z Zakopanego jak dostać się do Doliny Pięciu Stawów? :)


Cytat:


Polana Palenica - Dolina Roztoki - Siklawa - Dolina Pięciu Stawów

Dolina Pięciu Stawów stanowi jedno z bardziej malowniczych miejsc w Tatrach. Schowana wysoko w górach jest zdecydowanie mniej oblegana przez tyrystów niż pozostałe duże tatrzańskie doliny. Nawet w sezonie letnim nie trudno znaleźć opustoszałe miejsce nad brzegiem Wielkiego Stawu, by w spokoju móc podziwiać szczyty otaczające dolinę. Szlak przez Dolinę Roztoki warto zaliczyć choćby jako alternatywę dla asfaltowej jezdni do Morskiego Oka, do którego można przejść z Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę. Przez większość drogi towarzyszy nam bystro płynący potok Roztoka, a pod koniec przechodzimy obok Siklawy - najpotężniejszego wodospadu w Tatrach.

Wędrówkę do Doliny Pięciu Stawów zaczynamy na polanie Palenica Białczańska, na której znajduje się obszerny parking samochodowy. Na polanę można dojechać także autobusami PKS, jak i prywatnymi busami, którymi dojazd jest nieco droższy, ale również trochę szybszy. Z polany wyruszamy asfaltową jezdnią prowadzącą do Morskiego Oka, która wiedzie najpierw kilkaset metrów prosto, po czym przekraczając wyschnięte zwykle latem koryto potoku zwraca się w prawo. Podejście staje sie nieco stromsze i po około półgodzinnym marszu dochodzimy do mostku nad środkowym z Wodogrzmotów Mickiewicza. Wodogrzmoty Mickiewicza składają się z trzech kilkumetrowych kaskad, z których woda spada z niezwykłym hukiem słyszalnym na długo przed dotarciem do mostku. Wyżni Wodogrzmot oraz Niżni Wodogrzmot nie są udostępnione dla ruchu turystycznego. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się rozległy postój, na którym znajdują się kabiny WC. Tutaj też odchodzi w prawo znakowany na zielono szlak do Doliny Pięciu Stawów, którym kontynuujemy naszą wędrówkę.

Szlak prowadzi przez kilka minut po kamiennych stopniach stromo pod górę po czym lekko obniża się i przecina potok Roztoka, którego szum towarzyszyć nam będzie przez całą dalszą drogę. Przez dłuższy czas szlak biegnie bez większych zmian wysokości, a pokonywane podejścia nie przysparzają większych trudności. Po niespełna godzinnej wędrówce Doliną Roztoki dochodzimy do polanki z niewielkim szałasem, doskonale nadającej się do odpoczynku. Zaraz za polaną przekraczamy dwa mostki, a droga wznosząc się coraz stromiej wyprowadza nas z lasu. W prześwitach po lewej stronie otwiera się widok na imponujące urwiska opadające ze Świstówki, zaś po prawej mijamy duży blok skalny zwany Dziadulą, wznoszący się tuż nad samym potokiem.

schemat

Idąc dalej przechodzimy pod linami wyciągu dowożącego zaopatrzenie do schroniska i w kilka minut dochodzimy do rozstaju szlaków. W lewo odgałęziają się znaki czarne, które stromymi zakosami doprowadzają w około pół godziny do schroniska. Znaki zielone prowadzą prosto przechodząc po pewnym czasie w wijące się pośród kosodrzewiny zakosy. Po przekroczeniu skalnych wrót usytuowanych około 20 minut od rozstaju szlaków dochodzimy do wodospadu Siklawa. Jest to najpotężniejszy wodospad tatrzański opadający z blisko. siedemdziesięciometrowego skalnego progu rozdzielającego Dolinę Pięciu Stawów oraz Dolinę Roztoki. Ze szlaku można zejść nad potok i podejść pod wodospad.

Na dalszym odcinku szlak prowadzi kilkoma płytami skalnymi po czym przechodzi w zakosy i ponad wodospadem wyprowadza Nas do Doliny Pięciu Stawów, gdzie ukazuje się naszym oczom Wielki Staw. Chcąc udać się do schroniska musimy skręcić w lewo i iść dalej wzdłuż brzegu Przedniego Stawu. Dojście z Palenicy Białczańskiej zajmuje około 2.30 godziny.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
poszept 



Dołączył: 12 Mar 2010
czyli 3085 dni temu

Posty: 192
Tematy: 6
Otrzymał 6 piw(a)
Wysłany: 2010-06-01, 13:44   

Cytat:
Wyruszając sprzed schroniska nad Morskim Okiem należy cofnąć się parę metrów w kierunku ''Starego Schroniska''. Żółty szlak na Szpiglasową Przełęcz odbija tutaj od asfaltowej drogi i pnie się ku górze wygodną, kamienną ścieżką. Szybko oddalając się od obleganego przez turystów schroniska ścieżka przechodzi w długi trawers zboczem Miedzianego, spod którego spływają liczne strumyki co rusz przecinające chodnik. Przed nami coraz ładniej prezentuje się sylwetka Mnicha (2070m), w dole możemy podziwiać Morskie Oko, a powoli wyłania się także Czarny Staw spoczywający w kotle pod Rysami. Przy odrobinie szczęścia możemy napotkać świstaki mające tutaj swoje stanowiska.

U stóp Mnicha szlak wykonuje gwałtowny zwrot i wspinając się kolejnymi, długimi zakosami po około 50 minutach doprowadza do progu Dolinki za Mnichem. Jest to niewielka, tarasowa dolinka zawieszona ponad Morskim Okiem, wcięta pomiędzy Cybrynę i Mnicha z jednej strony oraz Miedziane i Szpiglasowy Wierch z drugiej. W dolince leży najwyżej położony naturalny zbiornik wodny w Polsce - Zadni Mnichowy Stawek (około 2072m).


Na progu odłącza się czerwony szlak prowadzący na Wrota Chałubińskiego (2022m). Szlak na Szpiglasową Przełęcz prowadzi dalej prosto pozostawiając w dole Stawek Staszica oraz Mnichowe Stawki. Perć układa się cały czas w długie i nienastręczające trudności zakosy. Z każdym przebytym metrem otwiera się coraz bogatszy widok na szczyty Tatr Wysokich. Ze szlaku szczególnie efektownie prezentują się Morskie Oko i Czarny Staw. Dominujący wcześniej w panoramie strzelisty wierzchołek Mnicha zupełnie znika na tle rumowisk i piargów Dolinki za Mnichem. Ścieżka pod koniec wcina się między skały i wreszcie zakosem w prawo wyprowadza na Szpiglasową Przełęcz (2110m).

Po osiągnięciu grani otwiera się ciekawa panorama na Dolinę Pięciu Stawów i otaczające ją szczyty. Z przełęczy można wejść na Szpiglasowy Wierch (2172m) co zajmuje około 6 - 7 minut. Osobiście bardzo polecam wejście na szczyt, ponieważ oferuje on bogatszy widok na stronę słowacką. Ze szczytu widać m.in. 3 najwyższe polskie szczyty (Rysy - 2499m, Mięguszowiecki Szczyt - 2438m, Niżne Rysy - 2430m). W dole drzemie Niżny Staw Ciemnosmreczyński z widocznym szlakiem z Doliny Koprowej. W okolicy można dostrzec kozice.

Zejście z przełęczy w kierunku Doliny Pięciu Stawów zaczyna się kilkudziesięciometrowym ciągiem łańcuchów. Początkowo prowadzą one trawersem wzdłuż ściany, a następnie przecinają skalną płytę. Tuż za łańcuchami następuje kilkunastominutowy fragment zejścia wymagający zachowania sporej ostrożności z uwagi na znaczne zniszczenie ścieżki, która dopiero kilkadziesiąt metórw niżej przechodzi w kamienny chodnik. Schodząc możemy podziwiać wznoszące się przed nami Kozie Wierchy oraz Świnicę. Po prawej stronie mamy ładny widok na Wielki Staw, który imponuje swoim ogromem.

Perć systematycznie obniża się i przekracza wreszcie strumyk łączacy Czarny i Wielki Staw, skąd idąc lekko pod górkę doprowadza do skrzyżowania z niebieskim szlakiem na Zawrat. Z przełęczy do tego miejsca schodzi się około 1.15 godz. Dalej idziemy za znakami niebieskimi mając po lewej stronie łagodne zbocza Koziego Wierchu, z prawej zaś Wielki Staw, drugi pod względem powierzchni (ok. 34.5 ha) i najgłębszy (79m) staw tatrzański. Po około 30 minutach od skrzyżowania dochodzimy do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów, położonego nad brzegiem Przedniego Stawu.

Postaw piwo autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Statystyki wizyt
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang
Najlepsze Zakopane Forum
Pogoda Zakopane z serwisu

Tatry Forum